Hokkaido

Japonia bez gejsz i samurajów

po polsku 日本語
142363 gości

Napisali o książce

Japonia bez gejsz, bez samurajów – bez niczego???

„W Japonii wszędzie brakuje miejsca”, „nikt nie zatrudni cudzoziemca na stałe”, „wszyscy udają uprzejmość, a na dodatek ciągle te tajfuny i tajfuny…” – brzmi znajomo, prawda? Z przerażeniem obserwuję, ile stereotypów jest wciąż żywych, nawet wśród nas – osób, notabene, znających się lepiej na kulturze Kraju Kwitnącej Wiśni niż przeciętni Polacy. Z podobnym odczuciem spotkali się twórcy jednej z najlepszych książek poświęconych Japonii. Postanowili pokazać ten kraj takim, jakim jest naprawdę. Bez oczerniania i bez nadmiernego zachwytu. Przed Państwem… „Hokkaido – Japonia bez gejsz i samurajów”.

Jest to pozycja wyjątkowa, gdyż przede wszystkim obalająca większość mitów związanych z Japonią; stereotypów przekazywanych od lat, dodatkowo napędzanych pozycjami (czy to literaturą czy filmem), które dają nam to, co chcemy zobaczyć: kraj tak orientalny, że nawet posiadający zgoła inne problemy niż my (przecież „w Polsce nikt nie denerwuje się egzaminami” czy też „każdy okazuje swoje prawdziwe uczucia”).

Autorzy „Hokkaido…” już w samym tytule komunikują, że nie będzie to dzieło ani o gejszach, ani o samurajach – tak znanych symbolach Japonii. Książka jest bowiem równie szczerą, co wiarygodną relacją przeżyć ludzi mieszkających na Hokkaido – wyspie, która jest orientalna nawet dla samych Japończyków. Leżąca na „Dalekiej Północy”, jest często określana mianem „Królestwa Śniegu”, „Królestwa Sushi” oraz innymi stereotypowymi nazwami, które nie zawsze są równe prawdzie. „Hokkaido…” to zbiór krótkich felietonów traktujących o różnych aspektach tego miejsca. I tak mamy okazję poznać zarówno historię ludu Ajnów (pierwotnych mieszkańców wyspy), zwierzęta zamieszkujące te tereny, relaksacyjne właściwości onsenów, specyfikę japońskiego dopingu czy nawet odwiedzić zimowy i letni festiwal a także, nie znajdującą się na żadnej mapie, dzielnicę rozrywki w Sapporo. Ciekawym pomysłem było zamieszczenie na samym początku woluminu przedruku artykułu z 1931 roku ojca Piotra Wilka-Witosławskiego. Dzięki temu mamy niepowtarzalną okazję dowiedzenia się, jak postrzegano Kraj Kwitnącej Wiśni prawie wiek temu.

Od strony technicznej książka prezentuje się znakomicie. Ascetyczna okładka, bazująca na kontraście czerni i bieli, z kaligrafią na środku, sprawia wrażenie bardzo eleganckiej. Jej koncepcja współgra ze zdjęciami utrzymanymi w szarej tonacji, które są umieszczane przed każdym rozdziałem. Interesującym rozwiązaniem są japońskie tłumaczenia przedmowy, podziękowań i wstępów do każdego felietonu.

Wydana zaledwie parę miesięcy temu (we wrześniu 2006 roku), pozycja ta jak do tej pory nie zyskała rozgłosu równemu słynnej już „Bezsenności w Tokio”. Być może dlatego, iż Bruczkowski odpowiada na popyt tłumu, który pragnie dużej ilości orientu, a „Hokkaido…” jest wiarygodnym i prostym w formie oddaniem japońskiej rzeczywistości. Bez szaleństw, bez koloryzowania… Bez gejsz i samurajów.

Katarzyna Bogdan, zastępca redaktora naczelnego magazynu „Otaku”


Recenzja ukazała się w magazynie Otaku (numer 1 z 2007 roku). Umieszczona na stronie www na prośbę i za zgodą autorki.