Hokkaido różni się od reszty Wysp Japońskich, zresztą jak każda z nich między sobą. Odmienności dają się dostrzec w warunkach naturalnych, mentalności ludzi, języku, architekturze, historii, uprzemysłowieniu i setkach innych szczegółów. Wciąż jednak jest to Japonia. Stąd bezpośrednio bierze się tytuł naszej książki.
Prezentowana Czytelnikowi książka jest zbiorem rozdziałów poświęconych różnorakim zagadnieniom związanym z Hokkaido. Autorzy przedstawiają w nich w sposób możliwie lekki nie tylko wiedzę teoretyczną, ale również, a może przede wszystkim, empiryczną, opartą na własnych, często długoletnich doświadczeniach życiowych i obserwacjach. Dlatego znajdziecie tak dużo odwołań do przeżyć osobistych, bardzo często sprzecznych z ogólnie głoszonymi stereotypami.
Tekst, który Państwo dalej przeczytacie, jest wiernym przedrukiem artykułu, który ukazał się dwudziestego piątego stycznia 1931 roku w „Gazecie Warszawskiej”. Jego autorem jest franciszkanin, ojciec Piotr Wilk-Witosławski, którego niełatwy los misjonarza rzucił hen daleko, na zimną wyspę Hokkaido. I chociaż mieszkał tam tylko pół roku, poczynił niezwykle trafne obserwacje dotyczące Północnej Wyspy oraz życia i charakteru Japończyków. Dla zachowania atmosfery i realiów tamtej epoki, chociaż minęło od oryginalnej publikacji raptem siedemdziesiąt pięć lat, zachowaliśmy ortografię i gramatykę polszczyzny z tamtego okresu, jak również nie dokonaliśmy żadnych skrótów w tekście.
Cudzoziemcy, którym dane było spędzić w Japonii trochę czasu, uwielbiają ją koloryzować, ba, nawet demonizować. Na przykład, opisują jaka to w Japonii panuje drożyzna, przytaczając ceny artykułów, które w Polsce są „tanie jak barszcz”, a w Kraju Kwitnącej Wiśni kosztują trzy-cztery razy więcej. Ani słowem nie wspominają wtedy o relatywności, o średniej krajowej płacy, nie podają przykładów pokazujących, że coś jest trzy-cztery razy droższe w Polsce, niż w Japonii, bo wtedy efekt jest żaden, a na domiar złego czytelnik czy słuchacz mógłby zorientować się jakiej dokonano na nim manipulacji. Postanowiłem zrobić coś odwrotnego - przy pomocy (kontr)przykładu z własnego podwórka i siebie samego - spróbuję zaaplikować czytelnikowi delikatne antidotum przeciw powszechnemu wirusowi, zwanemu stereotyp japonicus.
Kiedy zapytałam moje japońskie studentki, z czego słynie Hokkaido, większość wymieniła piękną naturę, świeże ryby i owoce morza, znakomite warunki do uprawiania sportów zimowych, czy też wreszcie zimowe festiwale rzeźb z lodu i śniegu. Niektóre z Nich zwróciły moją uwagę na mniej zauważalną, jednak nie mniej istotną charakterystykę Hokkaido - ugodowość mieszkańców tej wyspy. Zamieszkali tu Japończycy są mniej konfliktowi niż ich sąsiedzi z głównej wyspy, Honsiu. Nie można jednak wytłumaczyć niekonfliktowości mieszkańców Hokkaido bez uprzedniego przybliżenia pewnych kulturowych wartości wspólnych wszystkim Japończykom.
Pewnego letniego dnia (niezbyt pięknego, z uwagi na nadchodzący tajfun), w trakcie autostopowej podróży przez Japonię, rozbiłem namiot w najbardziej malowniczym zakątku parku miejskiego w Fukuoce (wyspa Kiusiu). Ową malowniczość zakątek w dużej mierze zawdzięczał niewielkiemu strumyczkowi. Gdy w iście lirycznym nastroju ułożyłem się do snu, wsłuchany w cichy szmer potoku, dało się słyszeć krótkie „bip!” - po czym zapadła cisza...
Gdy, zdziwiony nieco, wyjrzałem z namiotu, zobaczyłem resztki wody, spływającej korytem strumyka. Krótkie śledztwo ujawniło, że o godzinie dwudziestej drugiej został on wyłączony.
Teraz zagadka - co ta symboliczna, acz prawdziwa opowiastka ma wspólnego z japońskim dopingiem sportowym i nie tylko?
Cztery piękne, choć o nierównych siłach, pory roku wyznaczają rytm życia mieszkańców Hokkaido. Każda z nich jest inna. Każda ma swój urok. Sroga zima ciągnie się w nieskończoność, grubą warstwą śniegu przykrywając cały krajobraz. Spóźniona wiosna niespodziewanie wybucha soczystą zielenią i śpiewem ptaków, przynosząc wytchnienie. Po cichu zakrada się krótkie, słoneczne lato. Potem nastaje jesień. Świat mieni się dziesiątkami kolorów. I znów tuż za rogiem czai się pierwszy śnieg... Wszystkie cztery pory roku obfitują w festiwale. Jednak mianem karnawału określa się zimowy Festiwal Śniegu - Yuki Matsuri i letni Festiwal Tańca - Yosakoi Sōran. Pierwszy toczy się w takt skrzypiącego pod stopami zmrożonego śniegu, urozmaicając monotonię białej zimy. Drugi wiruje w rytmie rybackiej melodii, z nawiązką rekompensując krótkość lata. To one są co roku niecierpliwie oczekiwane. To one przynoszą najwięcej radości. Dzięki nim mieszkańcy Sapporo nie tracą uśmiechu na twarzach. Karnawał zimą, karnawał latem. O nich mówi się na mieście i o nich będzie ten tekst.
Zobacz zdjęcia z Festiwalu Śniegu i Festiwalu Tańca.
Czyngis-chan. Grill. Baranina. Hokkaido. Te cztery słowa dla każdego Japończyka łączą się w logiczną, oczywistą całość. Niewielu jednak potrafi rozwiązać tajemnice i zagadki, które Północną Wyspę z baranim grillowaniem wiążą. Pytań pojawia się bowiem znacznie więcej niż odpowiedzi. Po pierwsze, gdzie urodził się ten kulinarny fenomen i na czym tak naprawdę polega? Po drugie, jak doszło do tego, że Hokkaido obwołane zostało jego japońską stolicą? Po trzecie, jak i z czym się go „je”? Po czwarte, co łączy go z panami Komai, Nitobe i Matsui? No i wreszcie, co wspólnego z tym wszystkim ma Wielki Wódz Mongołów, Czyngis-chan?
Czy zdarza Ci się, że chciałbyś uciec od nudnej codzienności? Znaleźć się w Nibylandii? Jak wyobrażasz sobie takie miejsce? Czy jest ono pełne zieleni, jak Rajski Ogród, a ludzie potrafią latać dzięki magicznej pomocy wróżek? O Japończykach mówi się, iż są surowi, szorstcy i bez wyobraźni. Jednak, gdyby przyjrzeć się mieszkańcom Hokkaido, uderza coś wręcz przeciwnego. Niektórzy, ci rozmiłowani w pięknie natury, mogą zapomnieć o reszcie świata, poszukując swej Nibylandii w zwodniczych lasach Hokkaido. Z kolei inni poszukują uniesienia w ramionach wróżek z Susukino, słynnej dzielnicy rozrywki w mieście Sapporo. Lasów na Hokkaido nie da się niezauważyć, patrząc choćby na mapę Japonii. Natomiast Susukino, mimo iż powszechnie znane... nie widnieje na żadnej mapie. Co je łączy? Czemu oba miejsca są magiczne, ale i niebezpieczne zarazem? Jaka jest historia japońskiej Nibylandii i... gdzie jej szukać? Spróbujmy odpowiedzieć na te pytania razem. Natomiast na pytanie, do której z nich wolałbyś się wybrać, odpowiedz sobie sam...
Zobacz zdjęcia z Susukino.
Trudno jest wyobrazić sobie fizyczne połączenie ognia i wody - te dwa żywioły, jak żadne inne, nawzajem się zwalczają: woda gasi ogień, ogień sprawia, że woda paruje. Przez długie wieki wierzono, iż mogło dokonać się ono jedynie dzięki nieznanym siłom natury, przy użyciu tajemnych technik magii lub być wynikiem ingerencji bogów. Według Japończyków, ogień i woda w harmonijny sposób współistnieją w naturalnych gorących źródłach - onsenach. W żadnym innym kraju gorące mineralne źródła nie występują tak często jak w Japonii. W żadnej innej kulturze nie darzy się tego zjawiska przyrody podobnym szacunkiem i kultem, jak ma to miejsce w Kraju Kwitnącej Wiśni. Jaka jest historia japońskich gorących źródeł? Jaką rolę odgrywa ich obecność w tradycji i kulturze japońskiej? Jak korzysta się z onsenu i dlaczego jest to takie przyjemne?
Zobacz zdjęcia z onsenów.
Dla przyrodnika, turysty lub wielbiciela natury Hokkaido jest skarbcem z bezcenną zawartością - surową, północną, ale bogatą przyrodą. Jednym z wielu jej elementów jest świat zwierząt, którego przedstawiciele wzbudzają zwykle w nas największe emocje. Chcąc choć trochę poznać tę krainę, należy najpierw „z grubsza” zorientować się co w niej żyje. Co zatem pełza, pływa, biega i fruwa na Północnej Wyspie? Jak wyglądają te stworzenia i jak przystosowane są do życia w naturze? Jaki mają wpływ na człowieka i jaki człowiek ma wpływ na nie? Czy rzeczywiście są to dzikie, nieujarzmione bestie? O tym wszystkim już na następnych stronach...
Zobacz zdjęcia przyrodnicze.
Książka traktująca o Hokkaido byłaby niekompletna bez rozdziału o Ajnach, pierwotnych mieszkańcach tej wyspy i ich wyjątkowej kulturze. Istotność tej nielicznej dziś mniejszości dla współczesnej Japonii nie może być przemilczana. Tak naprawdę, japońskiej kultury nie można w pełni pojąć bez zrozumienia kultury ajnuskiej, której obecność, wraz z istnieniem innych mniejszość, obaliła mit jednolitości etnicznej Japonii. Dziś, w bezlitosnej dobie ogólnoświatowej nowoczesności i rozwoju, gdy wydaje się, że nikt nawet nie ma czasu na zamienienie kilku słów z innym człowiekiem, czuję, że możemy sporo nauczyć się od Ajnów. Nie tylko potrafili pomyślnie przeżyć na niegościnnych, północnych ziemiach, ale uczynili codzienność piękną i odnaleźli równowagę duchową z otaczającą ich naturą. To jest sedno bycia „Ajnu” - pełnego i prawdziwego człowieka.
Gdy, jako jeden z Japończyków mieszkających na Hokkaido, a mających związek z Polską, po raz pierwszy usłyszałem o planach napisania tej książki, bardzo się ucieszyłem. Tym bardziej, iż wszyscy jej autorzy, jako ludzie młodzi (młodsi ode mnie), piszą nie tylko o rzeczach pięknych, a wprost przeciwnie, mają odwagę bezpośrednio wyrażać swą opinię o Japonii. Pomyślałem więc, że warto tę inicjatywę wspomóc i tak powstał niniejszy rozdział. Opierając się na własnych doświadczeniach, napisałem w nim o tym, co mogłoby popchnąć do przodu wzajemne zrozumienie między obiema nacjami. Z drugiej strony, ze względu na te doświadczenia, moja opinia może być subiektywna. Dlatego tekst ten czytać prosze jako zbiór osobistych wrażeń i przemyśleń.